Nie było nas chwilę, głównie dlatego, że zaszyci w podziemiach naszej Kwatery Głównej w okolicach warszawskiego Starzyniaka, opracowywaliśmy tajny plan (w 11 punktach) objęcia władzy nad światem.
We wtorek 27 lipca wchodzimy do warszawskiego studia LWW (Lubię Wąchać Winyl) i nagrywamy 11 nowych numerów, które złożą się na nasz drugi album, którego możecie wypatrywać wczesną jesienią. Studio wybraliśmy nieprzypadkowo, niedawno zakończyli tam nagrywanie swojej drugiej płyty nasi przyjaciele z Elvis Deluxe.
Mamy nadzieję, że do końca sierpnia uporamy się z postprodukcją i na początku października będziemy się cieszyć (mam nadzieję, że razem z wami) z nowej płyty. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeśli powiem, że oprawą graficzną albumu zajmie się Risky Dave a.k.a. Dawid Ryski, który ostatnio pięknie poradził sobie z artworkiem debiutanckiego krążka Kim Nowak.
Wkrótce więcej informacji na temat naszej nowej płyty, relacja z pracy w studio itp.
Pozostajemy w taczu.
The Black Tapes Army.
piątek, 16 lipca 2010
poniedziałek, 1 marca 2010
Eliksir młodości
Od dawien dawna człowiek poszukuje sposobu na zachowanie młodzieńczego wyglądu i formy. Magowie formułowali zaklęcia, alchemicy w mniej, a chemicy w bardziej przemyślany sposób łączyli różnorakie substancje, fizycy konstruowali skomplikowane urządzenia, mające na celu uczynić człowieka istotą nieśmiertelną. Jak do tej pory natury przechytrzyć nikomu się jeszcze nie udało, zdaje się być ona odporna na wszelkie nasze próby drobnego oszustwa. Skoro jest ona tak przebiegła to może nie warto działać wbrew niej a spróbować kooperować. Na naszej drodze, w świętym mieście Częstochowie napotkaliśmy zupełnie niechcący, a może kierowani podświadomością, na pewną wskazówkę. Publikujemy zdjęcia człowieka legendy - Pana Hieronima, będącego żywym dowodem na to, że duchową młodość można przy sobie zatrzymać na długie lata. Pytacie o receptę? Myślę że jednej, jedynej nie ma. Wsłuchajcie się w siebie, każdy z nas ma marzenia, pozwólcie im się spełnić, nie stawajcie im na przeszkodzie, idźcie za głosem serca, to naturalny mechanizm pozwalający nam istnieć, rozwijać się i przetrwać. My swoje wnioski wyciągnęliśmy, czas na Was, na zachętę dodam iż samo obcowanie z człowiekiem legendą sprawiło iż Starszy Jegomość został wyceniony na dziesięć lat mniej przez szanowne jury Białogłów;)




niedziela, 24 stycznia 2010
Urodziny

Dziękujemy za przybycie wszystkim mniej lub bardziej zbłąkanym duszyczkom. Urodzinowy koncert The Black Tapes, mimo początkowych problemów, związanych z pożarem Jadłodajni, odbył się i zapisujemy go do udanych.

Dziewczyny z Blind Date wypadły dobrze, uwagę zwracała zwłaszcza niczego sobie gitarzystka. Potem zagraliśmy my, podobno niewiele było słychać, ale cóż...taka tradycja, a tradycji trzeba być wiernym.
Jeszcze kilka zdjęć autorstwa Moniki Chilmon:


sobota, 2 stycznia 2010
Zaginiony dokument
Ostatni ruch ofiary w gęstej pajęczynie przekonuje ostatecznie dosyć już rozleniwionego pająka do rozpoczęcia uczty. Kurz zdobywa coraz pewniej kolejne powierzchnie, wychłodzony wiatr próbuję wedrzeć się wąskimi szczelinami do wnętrza ciepłego pomieszczenia. Karnawał w mysich apartamentach trwa bez końca. Pozostawione dawno temu myśli obijają się bezładnie o ściany w poszukiwaniu wyjścia. Słońce chyba już całkowicie zapomniało o odwiedzinach w tych stronach. Na dnie klaustrofobicznej szuflady, pod ciężarem swoich pobratymców, nieruchomo spoczywa metalowe pudełko. Jego grzbiet zdobi ciąg czarnych znaków "The Black Tapes, Elba 18.09.2009", który zdaje się pytać, pamiętacie?
sobota, 19 grudnia 2009
Misja: Agrafka

Cel: Przejąć przyczółek w Zgierzu.
Uczestnicy: Sami Najlepsi, czyli dwaj piloci - Niszczyciel Statywów i Mały Wojownik, oraz wyspecjalizowana brygada desantowa - Chudy Strażak, Mistrz Środka i Starszy Jegomość.
Uzbrojenie: Banjo, Konga, klawikord, kastaniety, drumla.
Jednostka transportowa: Wysłużony VW T4 w barwach Sonic Apu.
Jest piękne zimowe sobotnie popołudnie, słońce rzewnie macha nam ostatnimi promieniami na pożegnanie. Kominy wypluwają kłęby dymu, wkrótce noc zasłania niebo czarną kurtyną, księżyc ostrzy swój sierp, karawana stalowych olbrzymów porusza się w skupieniu.

Temperatura na zewnątrz pojazdu sięga -17 stopni C, wewnątrz zdaje się być niewiele większa, mimo tego morale są całkiem wysokie, wszak znów jesteśmy razem, a poczucie wspólnej więzi jest silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Ze względu na niepewne warunki drogowe podróż trwa nieco dłużej niż zwykle. W pojeździe nie działa ogrzewanie, szyby od wewnątrz szybko pokrywa warstwa lodu. Z trudem udaje nam się utrzymać niezamarznięte luki w przeszkleniach, trzymając jedną ręką drążek sterowy a drugą dociskając przycisk panelu kontroli nawiewu. Nie można się oprzeć wrażeniu, że znajdujemy się wewnątrz czołgu, cholernie zimnego czołgu. Warstwy kocy szybko przestają wystarczać. Z tyłu coraz częściej dają się słyszeć naznaczone cierpieniem krzyki. Kontakt z metalowymi powierzchniami powoduje ból. Mróz szczególnie nęka Mistrza Środka, który zaczyna tracić czucie w stopach. Morale zauważalnie spada, sytuacja staje się niebezpieczna. Kolejne kilometry tylko potęgują strach i niepewność, próbujemy zagłuszyć w sobie przenikliwy ton pytania o sens całej tej eskapady. Zaciskamy jednak zęby, wszak zostaliśmy wybrani, musimy wykonać powierzone nam zadanie. W końcu docieramy na miejsce i przystępujemy do ataku.

Oblężenie twierdzy Agrafka nie trwa długo, po chwilowej stagnacji szala zwycięstwa wyraźnie przechyla się na naszą korzyść, pod gradem decybeli kolejni stawiający opór przechodzą na naszą stronę, niektórzy wręcz bez walki, ostatecznie przyczółek zostaje zdobyty, morale znacząco wzrasta, cel misji osiągnięty!

Należy jeszcze bezpiecznie odtransportować zwycięzców do ich domów.
Mróz nie ustępuję, opary alkoholu wbrew wcześniejszym przewidywaniom wcale nie chronią szyb przed zamarznięciem.

Niesieni jednak wygraną dzielnie stawiamy zimowej aurze czoła. Partyzanckie radio dodatkowo podtrzymuje nas na duchu. W końcu docieramy do macierzystej jednostki, brygada desantowa rozjeżdża się do domów, piloci odprowadzają maszynę do hangaru i przesiadają się do prywatnego pojazdu. Szczęśliwy koniec.

Czyżby?
Po przejechaniu kilkuset metrów pojazd odmawia posłuszeństwa, mróz rozgrywa jeszcze jedną bitwę. Piloci zostają zmuszeni do porzucenia wraku i udają się w pieszą wędrówkę przez zmrożone betonowe pustkowia w kierunku swoich domów. Zmarznięci i wycieńczeni, lecz w głębi duszy szczęśliwy, kończą swój cichy marsz i udają się na w pełni zasłużony odpoczynek.
piątek, 18 grudnia 2009
Happy End
- Eureka! A jednak się kręci! - Niszczyciel Statywów wydarł się wniebogłosy.
- Co się stało? - Członkowie Blasku Tapet zbiegli się natychmiast do Sali Konferencyjnej Kwatery Głównej.
- Nareszcie, kurwa, znaleźliśmy klub i termin, który nas zadowala. Do chuja!
- Wspaniale! - Mały Wojownik wskoczył na stół i niczym w finałowej scenie teledysku "Celebracja" zatańczył taniec węża.
- Idę po wódkę, musimy to uczcić - rzekł Mistrz Środka.
- Idę rysować plakat - dodał Chudy Strażak.
- A ja idę z Mistrzem po wódkę również - zawyrokował Starszy Jegomość.
Pląsom nie było końca i światło długo świeciło się w oknie Sali Konferencyjnej Kwatery Głównej Blasku Tapet. I ja tam byłem i z Tapetami piłem.
Widzimy się 21 stycznia 2010 roku w klubie Saturator.
wtorek, 8 grudnia 2009
Back in Days: Pierwszy koncert (17.12.06)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






